Paryż

Paryż.

13.01.14-17.01.14

W Polsce srogie mrozy,a ja w połowie stycznia wybieram się do Paryża 🙂
Bardzo ciepłego Paryża.

Paryż. Miasto zakochanych.
Akurat w czasie naszej pierwszej rocznicy miał miejsce wyjazd służbowy M.

Wcale mi to nie przeszkadza kiedy zabiera mnie ze sobą 🙂

IMG_3111

Samolot mieliśmy o zabójczo porannej godzinie więc z oczami czerwonymi jak króliki dotarliśmy na lotnisko. W sumie przez cała podróż bardziej marzyłam o tym by jak najszybciej ponownie znaleść się w łóżku aniżeli o korzystaniu z uroków stolicy Francji..

Paryż. 16 linii metra. M musi mnie opuścić i biec do pracy. Ja. Sama. Muszę odnaleźć nasze wynajęte mieszkanie. Okay, ale trzeba jeszcze tam dojechać. Metro trochę straszne, mieszanka kulturowa ludzi, napisy informacyjne takie niezrozumiałe. Ale trafiłam. Trochę błądząc podczas szukania numeru mieszkania, trochę pytając ludzi o kierunek. Na domiar złego facet wynajmujacy się spóźnił i nie odbierał moich telefonów. Więc dodatkowy stres.

Mieszkanie super małe i jakieś przytłaczające, a na zewnątrz tyle słońca! Nie mogłam siedzieć w domu! I tyle zostało po mojej drzemce. Teraz tylko znaleźć uroczą kawiarenkę zamówić kawę z croissantem i studiować mapę w celu poszukiwania przygód! Niestety stało sie to jedynie uroczym marzeniem, gdyż w konsekwencji udało mi się zawitać do jakiegos baru piwnego, który jak potem się spostrzegłam, był wypełniony samymi mężczyznami głośnio komentującymi jakiś mecz popijającymi piwo i zagryzajacymi je kiełbasą. Ale kawę dostałam! Co nie znaczy, że w Paryżu brakuje restauracji, wprost przeciwnie! Na każdym kroku jest ich pełno, ze stolikami na zewnatrz z przygotowanymi zastawami czekającymi na gości. Po prostu nie potrafiłam wybrać. A jak już się wziełam w garść to wyszło jak wyszło.

Pierwszego dnia oczywiście głównym celem było udanie sie pod wieżę, spacerując wzdłuż brzegu Sekwany. Zauroczyły mnie bardzo barki i łódki pełne roślinności doniczkowej oraz stolików przy których zapewne można było napić się kawy, a ich zaniedbany stan dodawał im jeszcze większego uroku.

                 IMG_3144 IMG_3123 IMG_3138  IMG_3118  IMG_3148

Drugi dzień zpisał się w mym sercu szczególnie. A mianowicie przełamując opory i nieznajomość języka udałam się na najwyższy budynek Montparnass, by z niego móc podziwaić Paryż. No i udało sie! Moje szczęście nie miało końca. Posadzona w drogiej restauracji, na 46 piętrze (jak dobrze pamietam) przy oknie z centralnym widokiem na wieżę, popijałam kawę z mlekiem pisząc w pamiętniku, podobne bzdety do tych tutaj. Cudowne uczucie.

Wieczorem zabrałam tam M. Paryż nocą. I kieliszki szampana. Czego chcieć więcej!

IMG_3162 IMG_3169 IMG_3174

Kolejny dzień przyniósł deszcz. I zmęczyły mnie samotne wędrówki. Dodatkowo M wychodził wieczorem na miasto słóżbowo. Ale jak zawsze mogłam pocieszyć się chwytając w obiektywie aparatu piękne rzeczy.

IMG_3198 IMG_3238 IMG_3246 IMG_3271

Przez te trzy dni zwiedzałam Paryż wzdłuż i wszerz. Nogi odpadały mi konkretnie, także w kolejne dwa dni oz trudem mogłam oddać się krótszym spacerom.  To zapłata za skąpstwo i niewykupienie pakietu biletów na komunikacje.

Podczas pobytu miałam jeszcze nieoczekiwaną wizytę gości w mieszkani,u o zgrozo. Cała szczęście nie okazali się żadnymi porywaczami, ani mordercami.  Byli to ludzie którzy chcieli obejrzec mieszkanie, a właściciel zapomniał o ich wizycie. Absurdalne.

Zakończę wspominając wspólnej kolacji z M. Ale zamiast francuskiej to skorzystaiśmy z tajskiej kuchni, co w sumie na dość smacznie wspominają moje kubki smakowe. Zupka z kurczaka z trawą cytrynową i pieczarkami chyba podbiła moje serce;)

IMG_3279 IMG_32855

Back To Top