Podróże

O!Porto

13.01.15-15.01.15

Rocznicowy wyjazd z.. KAROLAJN 😀

Trudno jest ocenić w ilu procentach ten wyjazd był udany.

Jeden dzień z trzech był taki jak powinien. Piękny, słoneczny, pełen wrażeń i wykorzystany w 100%. Dwa pozostałe deszczowe, zimne i niesatysfakcjonujące. Właśnie takim obrazkiem przywitało nas Porto. Co nie zmienia faktu, że na chwilę po wyjściu z tunelu metra, można było zachwycić się jego widokiem. Szaruga deszczowego dnia odbierała uroku kolorowym domkom ciasno przylegającym do siebie, tworzącym kręte wąskie uliczki pnące się to w górę miasta lub w dół, w kierunku doliny rzeki Douro. Jednak małe kolorowe ceramiczne płytki, którymi były wyłożone kamieniczki, próbowały ratować wygląd miasta. Dodatkowo wdzięku dodawały niewielkie balkoniki z zieloną roślinnością i pranie rozwieszane dosłownie na każdym kroku. Porto, chociaż drugie co do wielkości miasto w Portugalii, swoim stanem zadbania, pozostawiało wiele do życzenia. Wystarczyło na chwilę skręcić w jakąś boczną uliczkę by napotkać rozpadające się budynki, porośnięte mchem i paprocią. Niekiedy pojawiały się całe skupiska opuszczonych domów, przykrytych bluszczem z miauczącymi kotami spacerującymi między odpadającymi dachówkami. Wszystko to razem dawało niesamowity obraz który tworzył jakąś magiczna atmosferę w tym miejscu.

Pełne piękno Porto odkryłyśmy dopiero drugiego dnia, gdy wyszło słońce.

Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Leniwy zimy poranek obudził gorący prysznic i spory łyk zdrowego kefiru. Za oknem powoli chowały się wczorajsze deszczowe chmury i odkrywały na horyzoncie klarowne niebo.

IMG_1356

Pierwszym punktem programu była księgarnia “Livraria Lello & Irmão”. Fakt zwiedziłyśmy ją już pierwszego dnia pobytu, jednakże powodem kolejnej wizyty była potrzeba zrobienia zdjęć niesamowitym schodom oraz rzeźbieniom w drewnie. Było to możliwe jedynie godzinę przed otwarciem księgarni. Byłyśmy na miejscu już kilka minut po dziewiątej. Drzwi były jednak zamknięte. Dopiero po kilkunastu minutach krążenia dookoła budynku i gdybania, przyszło rozwiązanie w postaci pani sprzątającej, która dyskretnie wpuściła nas do środka. O dziwo nie pobierała sobie za to dodatkowej opłaty.

IMG_1372 IMG_1377

Po sesji zdjęciowej przyszła kolej na “Torre dos Clérigos”  75,6metrową wieżę górującą nad miastem Porto. Od zapierającego dech w piersiach widoku dzieliło nas zaledwie 225 schodków.

IMG_1397

Im wyżej na szczyt tym korytarz stawał się coraz bardziej wąski, a schodki coraz wyższe. Z lekka klaustrofobicznie. Jednak obraz budzącego się o poranku Porto był bezcenny. Słońce nisko osadzone, mocno oświetlało czerwone dachówki piętrzących się prawie jeden na drugim domków, z górującą katedrą Se na horyzoncie. Spędziłyśmy tam chyba pół godziny fotografując widok na miasto z każdej strony. Pomimo, że miałam minimum pięć zdjęć z jednego ujęcia, chętnie zrobiłabym ich więcej. Po prostu zakochałam się.

IMG_1467 IMG_1456IMG_1449 IMG_1451IMG_1443 IMG_1415

Bilet obejmował również zwiedzanie kościoła, gdzie spacerując krużgankami, dodatkowo, załapałyśmy się na niecodzienny widok czyszczenia piszczałek organów. Naładowane pozytywną energią ruszyłyśmy w stronę jednego z największych targów spożywczych w mieście. Mercado do Bolhão. Trudno było jednak nie zobaczyć po drodze okazałego budynku urzędu miasta  (Câmara Municipal do Porto), który dumnie zajmował centrale miejsce głównego placu w Porto (Praça da Liberdade).

DSC_2621

Panował tam iście paryski klimat, który tworzyły dostojne białe budynki oraz fakt, iż była to jedna z bogatszych ulic miasta (drogie sklepy, banki).

Nareszcie targ. W sumie nie był czym nadzwyczajnym, a z niewiadomych przyczyn porozwieszane tam prześcieradła dodawały mu uroku slamsów. Nie zamierzałyśmy go jednak podziwiać, jedynie zakupić słodkie pomarańcze oraz jakąś mała przekąskę na dalszą drogę.

IMG_1526 DSC_2629

Zapuściłyśmy się w głąb targu, wspinając po schodkach na “tarasy” i zakupiłyśmy po pomarańczy na jednym ze stoisk. Owoce kosztowały dosłownie grosze. 0,14€ za jedną sztukę pomarańczy! Wtedy zapragnęłam tam, żyć i żywic się samymi owocami. Przyszedł czas na cukiernie, zasmakować słynnych babeczek budyniowych (pastéis de nata). Gabloty kusiły przeróżnymi wymyślnymi słodkościami. Żałuje, że nie zasmakowałam ich wiecej.

DSC_2638

Kolejnym punktem programu była znajdująca się nieopodal, wyłączona z ruchu ulicznego “rua de Santa Catarina“, gdzie zwiedziliśmy cały w niebieskich płytkach (azulejos) kościół Dusz (Capela das Almas), oraz słynna kawiarnie “Cafe Majestic“.

IMG_1548 IMG_1581

Przerwa na kawę oraz gorąca czekoladę i można ruszać dalej, w kierunku doliny rzeki Douro. Tam obowiązkowo chciałyśmy ponownie udać się przed Catedre Se, by znów móc spełnić się fotograficznie, ale tym razem przy słonecznej pogodzie (swoją drogą bardzo zakochałam się w tej katedrze). Rozpieszczone pięknymi widokami z wieży zrobiłyśmy od niechcenia, parę zdjęć.

DSC_2692IMG_1280 IMG_1617 IMG_1621 IMG_1288

Nadszedł czas na główny punkt programu! Widok z mostu Ponte Luis. Nie przyniósł rozczarowania. Miasto dosłownie pięło się na skalistych brzegach doliny rzecznej. A na horyzoncie niemalże widać było jak szeroka, kręta rzeka wpada wprost do oceanu. Co ciekawe ów most został zaprojektowany przez Eiffel’a, zanim ten zaprojektował słynną wieżę w Paryżu!

IMG_1661 IMG_1667 IMG_1683 IMG_1703 DSC_2760

Czas niestety nas powoli zaczynał gonić, więc niechętnie obrałyśmy kierunek wybrzeża Ribeira. Najbardziej popularne turystycznie miejsce Porto. Urocze kolorowe domki, skąpane w słońcu, ciągnęły się wzdłuż wybrzeża. Bary kusiły zapachami i wystawionymi na zewnątrz stolikami, zapraszając by usiąść na chwilę i oddać się konsumpcji podziwiając rzekę i przeciwległe wybrzeże.

IMG_1712 DSC_2769  IMG_1727

My jednak pośpiesznie udałyśmy się do Igreja de São Francisco, spod którego miał później odjeżdżać nasz zabytkowy tramwaj i zawozić nas nad sam ocean! Niechętnie kupiłyśmy bilety by dostać się do wnetrza kościoła, lecz kusiło nas jego oszałamiająco złote wnętrze, które zachwalano w przewodnikach. Nie zrobiło na nas jednak większego wrażenia. W całym Porto wiele kościołów posiada bogato zdobione złote ołtarze. Tam jest podobnie, tyle że trochę tego więcej.

IMG_1743 IMG_1739

Później przyszedł czas na szybkie zwiedzanie zawartych w bilecie krypt i jednego pokoju, będącego całym muzem.

Na nieszczęście schodząc jeszcze z przykościelnych schodów, zobaczyłyśmy odjeżdżający nasz tramwaj. Próbowałyśmy chwilę podbiec by go dogonić, ale na nic się zdały nasze koślawe susy. Ruszyłyśmy więc pieszo przed siebie, gdyż czekanie na kolejny nie miało sensu, biorąc pod uwagę, że odjeżdżały one co jakieś trzydzieści minut.

IMG_1749 IMG_1755

Słońce zawisło już wysoko na niebie i zaczynało zdejmować z nas ciepłe płaszcze. Wpadłyśmy wtedy na pomysł zwiedzenia pobliskiego parku. Nie wzięłyśmy jednak pod uwagę, że będzie nas czekała taka długa wycieczka pod górę. Oczywiscie nie obyło się bez błądzenia, co dodatkowo dodało nam krętych ścieżek i zaułków. Jednakże warto było udać się tam by zobaczyć niesamowity, rozpościerajacy się stamtąd widok na rzekę wpadajacą do oceanu. Dosłownie był to widok jak z obrazka.

IMG_1764

Kiedy w końcu dotarłyśmy na przystanek tramwajowy, okazało się, ze wcale nie jesteśmy w lepszej sytuacji i musimy czekać na transport ponad dwadzieścia minut. Tym razem jednak nam to w ogóle nie przeszkadzało. Chętnie odpoczęłyśmy chwilę w słońcu i zjadłyśmy najpyszniejszą pomarańczę na świecie! Tak tę z porannego targu.
Tramwaj mozolnie podjechał na nasz przystanek. Jadąc wzdłuż rzeki cieszyłyśmy się widokami z jego okna.

DSC_2837

Ciekawostką jest iż, jeździł on tylko po jednym torze, a zabytkowe siedzenia były ręcznie obracane zgodnie z kierunkiem jazdy. Na miejscu byłyśmy zaledwie po piętnastu minutach!

Oczywiście przywitały nas palmy i morska bryza. Ciesząc się jak dzieci ruszyłyśmy w stronę ruin zamku “Castelo da Foz“. Fenomenalnie warto było się znaleźć w tym miejscu. Gigantyczne fale potwierdzały popularność tego miejsca dla surferów. Odhaczyłyśmy zamoczenie dłoni w wodzie oceanicznej. Oczywiście nie obyło się bez zalania butów jednej z podróżniczek :). Przespacerowałyśmy się wzdłuż kamienistej plaży, zbierając co ładniejsze okazy kamieni, czy muszelek.

bez IMG_1806 DSC_2870 DSC_2907IMG_1816 IMG_1825

W tym momencie mój aparat odmówił posłuszeństwa i się rozładował. Nie był chyba przygotowany na tak natężoną używalność. Ale nic nie powstrzyma mnie od robienia zdjęć, wiec dalszą część dnia uwieczniałam telefonem komórkowym. Całe szczęście jest jeszcze Karolajn z aparatem;)
Usatysfakcjonowane powoli wracałyśmy.

IMG_20150114_164035 DSC_2983IMG_20150114_171039DSC_2926

Przed nami jeszcze tylko ostania atrakcja.

Widok zachodzącego słońca nad pięknym miastem Porto, widziany z mostu Ponte Luis.
Na górze okazało się, że słonce zachodziło jednak nie po tej stronie jakbyśmy sobie życzyły. No ale na to już nie miałyśmy za bardzo wpływu. Ale i tak było czarująco. Niebo zmieniało barwy na coraz intensywniejsze, miasto powoli zaczynało świecić, a muzyka grana na żywo w jednym z barów, niosła się miedzy doliną rzeki.

IMG_20150114_173310 IMG_20150114_173316

Wpadłyśmy na genialny pomysł dostania się na dziedziniec górującego klasztoru, znajdującego się po drugiej stronie mostu. Był to strzał w dziesiątkę. Zostałyśmy tam tak długo aż się ściemniło. Idealne zakończenie tego jakże aktywnego dnia. Napatrzeć się nie mogłyśmy.

DSC_3034 DSC_3053DSC_3108

Teraz już tylko restauracja. Orzeszki brazylijskie chodź wysokokaloryczne nie dały jednak nam tyle energii by wytrzymać bez kolacji. Udało nam się znaleźć polecaną przez lokalnego mieszkańca knajpkę gdzie można było tanio i dobrze zjeść. Niestety wszelkie kolacje zaczynają się tutaj od godziny 20. Godzina czekania upłynęła jednak szybko na wspomnieniach i lokalnym piwie. Opłacało się czekać. Porcje były całkiem przyzwoite, a dzięki podawaniu dań na osobnych pòłmiskach bez problemu mogłyśmy konsumować dania na spółkę. I do tego ceny bardzo przyzwoite, co skusiło nas jeszcze na deser 🙂 Byłyśmy bardzo miło zaskoczone indywidualnym podejściem do gości restauracji oraz przyjazna atmosferą. Na koniec biesiadowania zostałyśmy uraczone gratisowym kieliszkiem “czegoś mocniejszego” na lepsze trawienie. Po piwie , winie i tym czymś, naprawdę złapałyśmy dobre humory. Na zdj przepyszna przystawka i deser czekoladowy.

IMG_20150114_194429 IMG_20150114_205530

Później jak dobrze pamiętam zajrzałyśmy po drodze do domu do paru sklepów z pamiątkami. Głównie można było dostać azulejos (owe niebieskie płyteczki) w  postaci magnesów czy tym podobnym, czarne ptaszki oraz oczywiście sardynki, których niestety nie udało nam się skosztować. Zaliczyłyśmy jednak dnia trzeciego ich tradycyjną kanapkę “Francesinha“. Mieso z mięsem i na mięsie. Polane piwnym sosem i frytkami. Dość męskie danie. Los chciał, że restauracja z najpyszniejszą kanapką w Porto był chwilowo nieczynny, a my udałyśmy się do jakiegoś wątpliwego baru, gdzie nie odczułyśmy satysfakcji z dokonanego wyboru. Ale odhaczone!
Winiarnie też zwiedzone. Niesamowitym doznaniem był zapach słodkiego wina unoszący się na uliczkach po tej stronie rzeki (zwanej już nie Porto a Vila Nova de Gaia). Zwiedziłyśmy również piękny dworzec pkp, który dzięki właśnie azulejos, stał się atrakcją turystyczną.

IMG_20150115_121559 DSC_2433

Jak widać cała wycieczka głównie skupiła się na jednym dniu, dzięki czemu jest to idealne miejsce na weekendowy wypad. I zdecydowanie nie potrzeba poruszać się komunikacją miejską, wręcz jest to niewskazane! Za dużo urokliwych miejsc można pominąć;) Nie mówię tutaj o dostaniu się z lotniska do centrum, gdyż metro idealnie nam w tym pomoże.

Kilka dodatkowych zdj:

IMG_1240 IMG_1300 IMG_1326 IMG_1494 IMG_1596IMG_1706 IMG_1633IMG_1717 IMG_1729 IMG_1772 IMG_1789

Koszta wyjazdu:
Bilet lotniczy Rayanair w obydwie strony : 20e
Dojazd do lotniska z Paryża do Beauvais w obydwie strony: 30e (nieszczęsne dojazdy do lotniska!)
Nocleg, dwie noce z airbnb : (całość: 72) na osobę: 36e
Bilet metro lotnisko-centrum i odwrotnie: cos koło 2×2,4e nie pamietam
Zabytkowy tramwaj: 2×2,5e = 5e
Wstęp na wieżę: 3e
Wstęp do kościoła: 3,5e
Wino Porto butelka: 8e
(można oczywiście kupic taniej i o wiele drożej, np Porto vintage sie ceni;))
Wino Porto na lotnisku: 10e
Wino w restauracji: 3,5e
(chyba tutaj piłyśmy prawdziwe Porto Porto
Wino w restauracji: 1,3e
(taka standardowa cena)
Piwo małe lokalne: 1e
Regionalna zupa coś na rodzaj kapuśniaczka:2e
Przystawka chleb:2e
(cena większa bo taki wymyślny był;))
Przystawka szynka dojrzewajaca: 3e
Przystawka kiełbaska : 4e
Przystawka ser: 1,8e
Przystawka oliwki:1e
Danie na jedną osobę w naszej super restauracji: 6e!
Super pyszne przystawki pierożki: 2,8e
Deser w naszej super restauracji: 2e
Pamiątka azulejos: 2-5e
Francesinha: 7e
(wzięłyśmy jedną na dwie osoby, ale i tak chyba zapłąciłyśmy za duzo,i chyba za około 5e można ją zjeść)
Winiarnia Sanderman: 6e
(zwiedzanie i degustacjia; można znaleźć również takie które oferują takie same usługi za darmo)
Pomarańcze: 0,14e szt.
(chyba 0,60e za kilogram)
Orzeszki brazylijskie:1,5e
Niteczka suszonych papryczek piri-piri:1e
Babeczki budyniowe: 0,7e
Restauraja majestic
Kawa z mlekiem: 3e
Gorąca czekolada: 3e

Back To Top