Podróże

Bordeaux i okolice.

28.04-02.05.2016

Bordeaux to duże i bogate, francuskie miasto położone niecałe 100km od Oceanu Atlantyckiego wśród rozległych zielonych winnic. Znane głównie ze swoich okolic, gdzie produkuje się jedne z najsłynniejszych win na świecie 😉 oraz małych babeczek serwowanych do kawy o nazwie: Le canelé de Bordeaux. 

Dzien. 1

Do Bordeaux przyjeżdżamy szybką francuską koleją. TGV. Pociąg zasuwa jak szalony, bo 300km/h. Podróż z Paryża zajmuje nam trochę ponad 3h. Nie narzekam i z zaaferowaniem rozwiązuje rebusy w gazetce kolejowej. Super sprawa! Bawię się przy tym wybornie i sprawdzam poziom mojego francuskiego 😉

Bordeaux jest prześliczne, zdaje się być małym Paryżem. Klasyczne białe kamienice ciągną się dostojnie wzdłuż ulic z eleganckimi sklepami i restauracjami, co jakiś czas oplatając zadbane place i parki.

Główną atrakcją jest Miroir d’eau w którym przepięknie odbija się budynek Palais de la Bourse i Hôtel des Douanes. Co jakiś czas z małych otworków w chodniku wylewa się woda tworząc olbrzymią kałużę, by za jakiś czas zabrać wodę z powrotem i wypuścić ją w postaci pary wodnej. Atrakcja przyciąga bawiące się dzieciaki, w upalne dni pragnących ochłody mieszkańców miasta, a ciemnym wieczorem turystów, ukazując przepiękne lustrzane odbicie majestatycznego budynku.

DSC01658

Zwiedzamy również rozległy plac z wielkim pchlim targiem (Place des Quinconces), uwieńczony na końcu wysoką kolumną wbitą w przepiękną fontannę (Monument aux Girondins).

Miasto oczywiście posiada kilka przepięknych gotyckich kościołów ze szpiczastymi kolumnami górującymi na tle panoramy miasta oraz okazałe zabytkowe bramy, po których dziś można rozpoznać obszar zabytkowego centrum miasta.

Opisując Bordeaux nie można pominąć jego mostów. Najsłynniejszym jest Pont de Pierre z 17 przęsłami, jak dla mnie nie wyróżniający się niczym nadzwyczajnym. Większe wrażenie zrobił na mnie nowoczesny Pont Chaban-Delmas, który by umożliwić przejazd olbrzymim statkom, podnosi swój środkowy odcinek na wysokość czterech metalowych kolumn.

Wieczorkiem meldujemy się w naszym airbnb i po małej sjeście udajemy się na spacer po mieście, podczas którego możemy podziwiać dziesiątki świecących na złoto okien, odbijających się w wodnym lustrze 🙂

DSC01682

Dzień 2.

Słońce świeci cudne! Udajemy się na spacer obrzeżami centrum.  Pod Bazyliką St-Seurin jest mały targ z regionalną żywnością, jednak nie znajdujemy tam nic co by się nadało na nasze późne śniadanie. Wybieramy więc zestaw lunchowy w małej restauracyjce na frontach świątyni. Na główne danie dostajemy strasznego steaka, który rzucony na kilka sekund na ruszt jest całkowicie surowy w środku! Trochę rozpaczam, mogłam ostrzec kelnera, że będę chciała dobrze wysmażonego.. No nic, całe szczęście pan M zjada podwójna porcję, a ja cieszę się słodkim deserem 🙂

W końcu dochodzimy do planowanego miejsca na wypoczynek – Jardin Public. Jest przyjemnie. Siadamy na ławce naprzeciwko budynku z przecudnymi pędami Glicyni <3 Jest ich pora kwitnienia i wypatruję ich na każdym kroku 🙂 Kładę się na ławce z głową na kolanach M. Słońce parzy moje policzki i czoło. Zasypiam na chwilę beztrosko.

Zwiedzamy również pozostałości po Palais Gallien. Ruiny skryte pomiędzy domami, pozostałości po amfiteatrze, spokojnie wygrzewają się na słońcu w bujnej zielonej trawie 🙂

DSC01736

Wracamy do centrum na bulwar przy rzece. Oglądamy dzieci, młodzież, dorosłych i starszych jeżdżących po skate parku na rolkach, deskorolkach, hulajnogach i rowerach 😀 Każdy korzysta z pięknego dnia. Spędzamy tam naprawdę spora chwilę. Lubie tak się pogapić, pośmiać i pozazdrościć 😉

Spacerujemy promenadą wzdłuż rzeki la Garonne,
aż dochodzimy do wcześniej wspomnianego mostu Pont Jacques Chaban-Delmas. Niestety żaden olbrzymi tankowiec nie przepływa i odbiera nam możliwość zobaczenia widowiska podnoszenia pułapów.

Robimy mały odpoczynek w mieszkanku i skaczemy na kolacje. Zamawiamy stolik przez aplikację “La Fourchette” dzięki czemu mamy 30% zniżki! Polecam wykorzystywać tego typu aplikacje tak samo jak “Tripadvisor’a” 😉 Kaczka z batatami jest pycha!

Dzień 3.

Opuszczamy z rana nasze lokum i ruszamy w kierunku wypożyczalni samochodowej!
Po drodze mijamy “Marche des Capucins”. Niestety nie mamy czasu zostać tam dłużej dlatego tylko przez niego przebiegamy. Ale świeżo robione ślimaki, pełne skrzynie warzyw i owoców oraz stoiska ze słynnymi babeczkami z Bordeaux kuszą! Całe szczęście chwytam kawałek jednej z pojemniczka na degustacje 😉

Po udanym odbiorze auta ruszamy w stronę Arcachon! Cudne miasteczko z letniskowymi kolorowymi domkami! <3 Zakochuje się od razu w krętych uliczkach dzielnicy “Ville d’hiver”.  Po  szybkim “krepie” (fr: crêpe [krep] – naleśnik) skaczemy na wybrzeże gdzie wieje przeokrutnie! Dlatego robimy szybki obchód i uciekamy w głąb lądu gdzie spacerujemy zaciszną uliczką z uroczymi kolorowymi domkami! <3

No i główny punkt programu Dune du Pyla. Największa w Europie naturalna wydma. Naprawdę robi wrażenie. Rezygnujemy ze specjalnych schodków i jak dzieciaki wspinamy się po jej stromej piaszczystej ścianie. Na szczycie widok zapiera dech w piersiach. Spacerujemy długo zdobywając kolejne szczyty. Nie odważam się jednak sturlać z piaszczystych pagórków 😉 No i jak to na wydmie, wiatr szalony, gdy siada się na piaszczystym urwisku drobiny piasku ranią oczy przy silniejszym podmuchu. Co nie zmienia faktu, że jest to jeden z najmilej zapamiętanych punktów naszej podróży. Do tego owa atrakcja jest darmowa! 😉 Nie licząc opłaty za parking wynoszącej 4€.

Uiszczamy opłatę w parkometrze i jedziemy do naszego nowego miejsca noclegowego. Małe miasteczko Bélisaire mieszczące się na półwyspie Lège-Cap-Ferret. Skradł on moje serce od razu! Od drogi poprzez zielony narodowy park, po piaszczyste plaże z jednej strony i rozległe rozlewiska z drugiej strony cypelka 😉 <3 Po zainstalowaniu się z domku ruszamy na sam koniec półwyspu by oglądać zachód słońca. Jestem najszczęśliwsza na świecie. Jest przepięknie.. Sto razy wolę takie piękne niebo i dzika przyrodę od dużych bogatych miast.

Uszczknęłam sobie nawet mała roślinność z tych piaskowych wydm i obecnie czeka w słoiczku z wodą na pojawienie się pierwszych korzonków do zasadzenie w doniczce 🙂 Ot taka pamiątka 😉

Dzień 4.

Opuszczamy cudny zakątek i jedziemy dalej. Ale chce tutaj wrócić, jeździć na rowerze, cieszyć się naturą i spokojem 🙂 Marzenie.

DSC01932

Pierwszy punkt dzisiejszego dnia to Lacanau, a kolejny Lacanau Océan. Pierwsze miasteczko jest położone przy pięknym jeziorze, natomiast drugie jest położone po przeciwnej stronie tego jeziora z dostępem do Oceanu z drugiej strony.

W Lacanau jedziemy prosto nad jezioro. Siadamy na ławce i obserwujemy pływające pojedyncze motorówki. A potem grupa wędkarzy wynurza się z lasku na grającą melodię świerszczy polanę 🙂 Pachnie pięknie lasem, sosnami <3 Zapach wakacji z dzieciństwa!

W Lacanau Océan czujemy się jak na małym wakacyjnym kurorcie. Duży deptak ze sklepami po bokach, zakończony promenadą nad wodą 😉 Pozwalamy sobie na obiad ze świeżych owoców morza.

Na 15:30 jesteśmy umówieni na degustację wina w jednej z pobliskich winiarni: Château Lamothe-Bergeron. Każde z takich miejsc nosi nazwę “zamku” (fr. château [szato] – zamek) Na winach nie znam się zbyt wiele, ale wizytę w tej winiarni mogę szczerze polecić. Mieliśmy indywidualne oprowadzanie we dwójkę, doglądaliśmy młodych sadzonek winogron, oglądaliśmy film instruktażowy w jakim procesie powstaje winno, a na koniec testowaliśmy trzy rodzaje teho trunku. Pan przewodnik był bardzo miły i chętny do pogawędki, nawet dał nam zniżkę ;D

Nocleg mamy w Libourne. Miasteczko jednak z powodu 1 maja jest dość wymarłe. Wszyscy wyjechali nad wodę wypoczywać. Mimo to postanawiamy zrobić sobie dziś spokojny wieczór i zostajemy na miejscu .Spacerujemy i kolacjujemy się w jednej z dwóch otwartych restauracji!

Dzień 5.

Saint-Émilion. Małe zabytkowe miasteczko, znane z produkcji wina znajdujące się pomiędzy hektarami winnic, winnych pól uprawnych. Jest miło i klimatycznie. Słońce grzeje. Kupujemy butelki dobrego wina.

Zabijając czas przed kolejną wizytą w winiarni wstępujemy do jakiegoś małego miasteczka nad rzeczką 😉 W konsekwencji spóźniamy się trochę na naszą wizytę. Ale i tak składa się ona głównie z kosztowania winnych trunków. Wynosimy jednak stamtąd trzy dodatkowe butelki wina 😉

Po powrocie do Bordeaux i odstawieniu samochodu, obkupieni winami wracamy pociągiem do domu 🙂 Mamy ze sobą 8 butelek dobrego wina! Jesteśmy zadowoleni! 🙂

Co oprócz alkoholowych trunków i wywianych głów co ze sobą zabieramy?
Chęć rowerowej wycieczki! Gdzieś daleko, w zielone łąki i lasy. <3

Back To Top